Stary-nowy maluch

Trafił do mnie maluch, czerwony, z limitowanej edycji „happy end”. Auto wyprodukowane w 2000 roku, z przebiegiem… 7km, tak SIEDEM. Powód wizyty, to niemożność uruchomienia silnika

Samochód jest faktycznie nowy, oczywiście jest zakurzony, ale to akurat nie ma żadnego znaczenia

Akumulator nowy, wskaźnik pokazuje ‚pół baku”, więc powodem nie jest defekt blondynki.

Po zdemontowaniu pokrywy zaworów też nie zauważyłem niczego niepokojącego, luzy zaworowe wprawdzie „w polu”, ale nie na tyle, żeby silnik odmawiał współpracy

Szybko okazało się, że gaźnik jest „suchy”, czyli nie dostaje paliwa. Próba przedmuchania przewodu paliwowego sugerowała jakiś poważny problem, ciśnienie 8 Atm. nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. Pozostało zdemontować zbiornik. Już po wyjęciu zobaczyłem dziwne „gluty” w rurze odpowietrzenia zbiornika

Potem było już tylko gorzej. „Smok” był pozbawiony filtra wstępnego, ale za to miał coś takiego

Teraz będzie trochę lepiej widać

Ponieważ jest to ostatnia seria, „najnowocześniejsza”, wiec siatkę metalową, z której wykonany jest filtr zastąpiono plastikową. Może gdyby samochód był eksploatowany paliwo nie rozpuściłoby tworzywa, w tym miejscu należałoby się zastanowić jaki jest prawdziwy skład chemiczny oferowanych paliw… Oczywiście trzeba było zamontować nowy czujnik, ale… również do nowego zbiornika paliwa, którego zdobycie jest niezłym wyczynem. Tu należy zaznaczyć, że w tym samochodzie można było zamontowanie jedynie nowy i fabryczny zbiornik, nie ma mowy o zamontowaniu żadnego zamiennika. Wewnątrz już pokazała się korozja, co również świadczy o jakości naszej rodzimej motoryzacji…

W gaźniku też odłożyły się pokłady rozpuszczonego tworzywa, powodując bardzo skuteczne zaklejenie kanałów

Najprościej byłoby wymienić również gaźnik, ale zdobycie nowego gaźnika do wersji elx graniczy z cudem. Musiałem więc usunąć tą substancję. Oczywiście usunięcie jej z komory pływakowej nie stanowiło problemu, ale jak wcześniej wspomniałem znalazła się ona w kanałach wewnętrznych gaźnika. Udało się udrożnić gaźnik dopiero po dwóch godzinach kąpieli w myjce ultradźwiękowej, w temperaturze 55 stopni. Niestety efektem ubocznym tak długiej i gorącej kąpieli była zmiana barwy stopu, z którego jest wykonany gaźnik. Cóż, nie ma nic za darmo, najważniejsze że udało się przywrócić to urządzenie(gaźnik) do stanu pełnej sprawności. Po wymianie płynów eksploatacyjnych, kontroli podstawowych podzespołów, które mogły ulec uszkodzeniu nie z powodu przebiegu, tylko wieku, samochód wrócił do właściciela, oczywiście na lawecie

Znowu zdjęcia są tylko te, na których nie widać tablic rejestracyjnych