gość

Prace przy spalonym 124 dobiegają końca. Niestety nie bez niespodzianek. Po odpaleniu silnika, po zagrzaniu, pokazał się brzydki wyciek oleju spod głowicy. To tym bardziej dziwne, że również korpus silnika był planowany, więc nie wchodziła w grę żadna ewentualna nierówność powierzchni. Olej pojawił się w przedniej części silnika, na styku głowicy i korpusu, oczywiście tam gdzie jest cieplej, czyli od strony kolektora wydechowego. Nie pozostało nic innego, jak zdjąć głowicę ze świeżo zmontowanego silnika. To uszczelka okazała się wadliwa, niestety takie rzeczy się zdarzają, na szczęście rzadko. Z tego co pamiętam(to już było „chwilę” temu) zastosowałem uszczelkę „p/t” Ajusa, prawdopodobnie inna nie była wtedy dostępna „na szybko”. To kolejny dowód, że należy unikać takich „dobrodziejstw”. Tym razem została założona uszczelka firmy REINZ

Przepraszam za niewyraźne zdjęcie, nie zauważyłem poruszenia aparatu, a innego nie mam.

Po kolejnym odpaleniu, odpowietrzeniu układu chłodzenia, co w tym pojeździe nie jest rzeczą łatwą, usterka więcej się nie pojawiła.

Można było wrócić do montażu wnętrza. To bardzo niewdzięczne zajęcie, podziwiam cierpliwość Łukasza…

W pewnym momencie okazało się, że pojawił się nadzorca, który postanowił sprawdzać przebieg prac na bieżąco

Ptaszysko najwidoczniej przyleciało potowarzyszyć i dodać otuchy w tej jakże niewdzięcznej pracy

Absolutnie nigdzie się nie wybierało, nie peszył go również aparat fotograficzny i moja bliska obecność. Najwidoczniej spodobało mu się miejsce, musiał poczuć się w nim bezpiecznie. Dał się złapać, poczochrać „za uszkiem” i po postawieniu nadal przyglądał się pracom warsztatowym

Zrobiliśmy sobie przerwę na kawę, po powrocie gołębia już nie było. Albo obraził się, że nie został zaproszony na poczęstunek, albo doszedł do wniosku, że „co tak będzie tu sam siedział” i po prostu odleciał, a może to to była chwila odpoczynku w trakcie trwania jakiegoś lotu? Nie zmienia to faktu, że były to bardzo sympatyczne odwiedziny towarzyskiego gołąbka.