Powrót

I stało się, wracam do tych moich „wypocin”. Mam trochę zaległości, więc póki co nie będzie chronologii. Zacznę od czegoś bieżącego, na wspomnienia przyjdzie czas. Sporo się działo w czasie mojego milczenia, zaszły też dość duże zmiany, ale nie o wszystkich będę pisał. W końcu to blog techniczny, a nie wewnętrzne wynurzenia starego faceta.

Ostatnim wydarzeniem, w którym było mi dane uczestniczyć, oczywiście jako serwis a nie uczestnik imprezy to „Praha Revival”. Dość specyficzny rajd, o którym bywalcy mówią, że nawet Czesi nie do końca wiedzą o co tak naprawdę w tym wydarzeniu chodzi. Rajd na pewno bardzo trudny nawigacyjnie, tak zwana „ślepa trasa”, czyli zawodnicy dopiero na starcie dowiadują się gdzie jadą. To oczywiście uniemożliwia zaplanowanie punktów serwisowych, o zapoznaniu z trasa w ogóle nie ma mowy. W czasie trwania przejazdu, nawet na „dojazdówkach” nie można sobie pozwolić nawet na chwilę „rozluźnienia”. Czasy przejazdów wprawdzie nie są „wyśrubowane” i generalnie nie ma większego problemu ze zdążeniem na kolejny PKC(punkt kontroli czasu), ale pod warunkiem, ze jedzie się cały czas i niezbyt wolno. O ewentualnym nadrobieniu straconych minut lepiej zapomnieć z kilku powodów. Po pierwsze policja czeska nie śpi, po drugie zdarzają się fotoradary organizatora, a po trzecie każdy samochód jest wyposażony w nadajnik GPS. W krzakach przy jakimś znaku STOP, lub krzyżu św. Andrzeja też można się spodziewać niespodzianki w postaci fotoreportera, który dostarczy organizatorowi dokumentację świadczącą o nie zatrzymaniu pojazdu. Każde złamanie przepisów o ruchu drogowym skutkuje naliczeniem punktów karnych w ilości większej niż spóźnienie na PKC, wiec po prostu się nie opłaca. Na trasie są również OS-y szybkie. Głównie są to odcinki szutrowe(choć często „szuter” to autostrada w porównaniu do tego co serwują Czesi). To tak po krótce o samym rajdzie. Jeśli coś się nie zgadza, to przepraszam. To są moje wnioski po relacjach „mojej” załogi. W tej kwestii na pewno dokładniej może się wypowiedzieć Rafał, czyli „umysłowy” załogi Andrzej Banaś – Rafał Chronowski jadącej na samochodzie Lancia Beta Monte Carlo z 1975 roku.

Polna droga zwana szutrem

57350453_2882064795144908_8169216148487798784_n

57128378_10205718905969199_6604287545096273920_n

57294239_1311540665651557_3034927288396283904_n

57503409_2113574082092406_8005063507751993344_n

Tu trochę równiej, ale to pozory, bo na „winklach” czekaja niespodzianki w postaci powyrywanych kostek leżących luźno w różnych miejscach, które czasem są „dość kłopotliwe” do ominięcia

57032177_10205718932729868_5507214084354867200_n

Wybranie się bez płyty chroniącej zespół napędowy jest delikatnie mówiąc nierozsądne. Przekonał się o tym jeden z polskich zawodników rozbijając miskę olejową w Lancii Fulvii 1300. Koniec jazdy, koniec fajnej imprezy i chyba spory żal, nie mówiąc już o kosztach.

„Moja Lancia” ukończyła imprezę w całości

40,35,203,208.682205

25,35,235,242.536270

37,35,232,226.480453

Załoga chyba zadowolona. Pucharki ufundowane przez Panie towarzyszące swoim facetom i wspierające ich duchowo przez cały czas trwania rajdu i zapewne nie tylko wtedy

35,35,204,212.974426

33,35,237,236.094971

W czasie oczekiwania na powrót samochodu do punktu serwisowego „zaprzyjaźniłem się” z dość nietypową parą

35,35,223,243.548752

31,35,210,237.283691

I absolutnie nie jest to żadne porównanie do „miłościwie nam panującego”, one stoją zdecydowanie wyżej i były sympatyczne, w odróżnieniu…

W rajdzie wzięło udział 180 załóg, ilość niespotykana w naszym kraju. Same pojazdy zabytkowe, nieprawdopodobne wydarzenie.

Po raz pierwszy widziałem Pobiedę w wersji roadster

36,35,212,227.413940

37,35,229,237.563446

35,35,203,227.533905

Nie jestem w stanie zamieścić wszystkich zdjęć, bo chyba bym serwer zatkał, hahaha

Na dziś chyba wystarczy

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

Jednak powrót?

Tylko krowa nie zmienia poglądów, więc jest spora szansa na powrót do pisania. Oczywiście nie jest to wyłącznie moją zasługą, żeby nie powiedzieć, że mój udział w tej decyzji jest marginalny. Zobaczymy co z tego wyjdzie

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

Święta

Wszystkim życzę spokojnych, zdrowych i Wesołych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w gronie najbliższych

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

finał?

Wszystko wskazuje na to, że ten blog już nie będzie kontynuowany

Wszystko ma swój początek i koniec…

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

święta

ZDROWYCH, SPOKOJNYCH I RODZINNYCH ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY życzę wszystkim czytelnikom, zwłaszcza tym, którzy po mimo zapadłej ciszy nadal odwiedzają mój blog.

Nie wiem kiedy i czy w ogóle wrócę do pisania, ale nadzieja umiera ostatnia, więc nadal utrzymuje tą domenę…

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

znowu zastava

Minęło kilka miesięcy i zielona Zastava 1100 znów pojawiła się u mnie. Tym razem z niedającym się uruchomić silnikiem. Powód banalny, czyli brak paliwa w gaźniku. W zbiorniku jakieś 12-13 litrów. Ostatnio w zbiorniku było stare, zwietrzałe paliwo i już wtedy sugerowałem czyszczenie. Z zeznań przedstawiciela właściciela auta wynikało, że paliwo zostało zużyte do końca, „wypalone” aż do zgaśnięcia silnika. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie pozostawiono auta na kolejny miesiąc bez paliwa. W efekcie odparowania resztek benzyny w układzie skleiły się zaworki pompy paliwa i uniemożliwiły nie tylko jej prawidłową pracę, ale nawet sam przepływ. I nie ma tu znaczenia, że poprzednio założyłem nową pompę. Pojawiły się jakieś dziwne osady

W tej sytuacji postanowiłem zdemontować również sam zbiornik paliwa. Już dotknięcie łącznika rury wlewu spowodowało taki efekt

Po zlaniu paliwa do pojemnika mamy z kolei taki widok

Te ciemne plamy to oczywiście woda zabarwiona rdzą ze zbiornika. Pojemnik jest koloru niebieskiego, stąd takie tło. Wnętrze zbiornika jest skorodowane

Zdjęcia nie oddają stanu faktycznego, dość trudno(dla mnie) jest doświetlić to co jest w środku, ale zbiornik faktycznie wymaga gruntownej reanimacji

Technologia FERTAN umożliwia taką naprawę i jednoczesne zabezpieczenie przed dalszą korozją, więc poradzę sobie z tym problemem

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

gość

Prace przy spalonym 124 dobiegają końca. Niestety nie bez niespodzianek. Po odpaleniu silnika, po zagrzaniu, pokazał się brzydki wyciek oleju spod głowicy. To tym bardziej dziwne, że również korpus silnika był planowany, więc nie wchodziła w grę żadna ewentualna nierówność powierzchni. Olej pojawił się w przedniej części silnika, na styku głowicy i korpusu, oczywiście tam gdzie jest cieplej, czyli od strony kolektora wydechowego. Nie pozostało nic innego, jak zdjąć głowicę ze świeżo zmontowanego silnika. To uszczelka okazała się wadliwa, niestety takie rzeczy się zdarzają, na szczęście rzadko. Z tego co pamiętam(to już było „chwilę” temu) zastosowałem uszczelkę „p/t” Ajusa, prawdopodobnie inna nie była wtedy dostępna „na szybko”. To kolejny dowód, że należy unikać takich „dobrodziejstw”. Tym razem została założona uszczelka firmy REINZ

Przepraszam za niewyraźne zdjęcie, nie zauważyłem poruszenia aparatu, a innego nie mam.

Po kolejnym odpaleniu, odpowietrzeniu układu chłodzenia, co w tym pojeździe nie jest rzeczą łatwą, usterka więcej się nie pojawiła.

Można było wrócić do montażu wnętrza. To bardzo niewdzięczne zajęcie, podziwiam cierpliwość Łukasza…

W pewnym momencie okazało się, że pojawił się nadzorca, który postanowił sprawdzać przebieg prac na bieżąco

Ptaszysko najwidoczniej przyleciało potowarzyszyć i dodać otuchy w tej jakże niewdzięcznej pracy

Absolutnie nigdzie się nie wybierało, nie peszył go również aparat fotograficzny i moja bliska obecność. Najwidoczniej spodobało mu się miejsce, musiał poczuć się w nim bezpiecznie. Dał się złapać, poczochrać „za uszkiem” i po postawieniu nadal przyglądał się pracom warsztatowym

Zrobiliśmy sobie przerwę na kawę, po powrocie gołębia już nie było. Albo obraził się, że nie został zaproszony na poczęstunek, albo doszedł do wniosku, że „co tak będzie tu sam siedział” i po prostu odleciał, a może to to była chwila odpoczynku w trakcie trwania jakiegoś lotu? Nie zmienia to faktu, że były to bardzo sympatyczne odwiedziny towarzyskiego gołąbka.

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

Święta

Spokojnych, zdrowychi rodzinnych Świąt Wielkiej Nocy życzę wszystkim czytelnikom. Oczywiście mokrego poniedziałku, ale o to zadba chyba sama natura

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

Automobilista 4/2016

I pojawił się finał zeszłorocznej sesji zdjęciowej dla czasopisma Automobilista. Do wspomnianej sesji doszło w czasie wystawy Classic Moto Show 2015. Wystawiałem wówczas cztery samochody, czyli Autobianchi A112 ABARTH, Fiat 500 ABARTH, Fiat 850 Sport Coupe i Fiat 850 Sport Spider. Na zdjęcia „załapał się” ten ostatni. Teraz zdjęcia uzupełnione świetnym artykułem zostały opublikowane w czwartym numerze miesięcznika. Merytorycznie artykuł bez zarzutu, dodatkowo autor dysponuje świetnym piórem. Jestem pod wrażeniem i mogę jedynie podziękować za wspaniałą prezentacje tego modelu auta, na łamach pisma. Jest to chyba pierwsza tak obszerna prezentacja Spidera 850.

Niestety czeka mnie jeszcze kilka poprawek w tym aucie, co wcale mi się nie podoba. Muszę je zrobić przed zbliżającym się sezonem. Jazda z nie do końca sprawną skrzynią biegów nie należy do przyjemnych… To oczywiście wiąże się z niemałymi kosztami, a środków finansowych jak zawsze brakuje.

Wracając do tematów bieżących to nie ma żadnych „rewolucji”. Nadal realizujemy rozpoczęte projekty, czyli dwa i pół Spidera 850, końcowe prace przy uruchomieniu spalonego 124 i Zastawę 1100.

Napisałem, że jest dwa i pół Spidera 850, bo ta połowa to moje podwykonawstwo, dotyczące jedynie części mechanicznej i pomocy w kompletacji części.

Niestety wszystkie trzy auta będą w kolorze czerwonym. Próbowałem namówić właścicieli na jakieś inne kolory, ale w tym przypadku mój dar przekonywania okazał się niewystarczający. Cóż, porażki są wkalkulowane w tą działalność i trzeba się z nimi pogodzić.

Kilka zdjęć zespołu napędowego Zastawy 1100:

Na początek silnik, oczywiście po kapitalnym remoncie, bez żadnych „skrótów”

Głowica po profesjonalnej regeneracji, z wymienionymi gniazdami zaworów, po to by nie trzeba było dodawać żadnego dodatku do paliwa. Wiem, że ortodoksi najchętniej by mnie za to ukamienowali, oni jeździliby na paliwie z „epoki”, najlepiej ze starych zapasów, o środkach smarnych już nie wspominając

Uszczelka głowicy też nie jest jugosłowiańska…

Podobnie pompa oleju, oczywiście nowa

A tak wygląda to wszystko „w kupie”

Również blok napędowy, który zatarł się z powodu oleju „z epoki”(nikt go nie wymieniał, bo przecież był dobry)

dostał „całe stado” nowych części

Do Zastawy wrócę w drugiej połowie roku, jak nadwozie zostanie przywiezione od lakiernika i zacznie się montaż auta. Te zdjęcia umieściłem jedynie po to, żeby post nie był całkiem nudny

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

Żółtek

I nastąpiła wymiana, zabrano czerwonego malucha, a zostawiono żółtego. To czysta oszczędność, nie było pustego przebiegu lawety. Tym razem przywieźli „przechodzonego” malca, z gigantycznym przebiegiem 198km.

Środek wygląda tak samo jak w poprzednim, nawet instrukcja obsługi jest w tym samym miejscu

Ogólnie autko wygląda tak, oczywiście znów zdjęcia bez tablic rejestracyjnych

W bagażniku porządek, jak w każdym nowym maluchu

To samo po otwarciu drzwi

Oczywiście seria limitowana i numer kolejny z ostatniej partii tysiąca egzemplarzy

Poprzedni, czerwony miał numer 0217, chyba.

Komora silnika zakurzona, ale nie ma żadnych wycieków(jeszcze). Gaźnik trochę brudny, ale po takim przebiegu nie ma się czemu dziwić

Od strony wydechu też nie ma żadnych wycieków, co nie jest wcale takie oczywiste. Ci z czytelników, którym dane było posiadać taki pojazd doskonale wiedzą o czym mówię

Teraz kilka zdjęć dla niedowiarków. Wnęka koła

Widok przedniej części podłogi, od dołu oczywiście

Te brązowe plamy to nie „ruda” tylko „Fluidol”, taki środek do zabezpieczania profili zamkniętych.

Tak autko wygląda w części tylnej

I z drugiej strony

A tak z samego przodu, cały czas mówię o najbrzydszej części każdego samochodu, czyli o podwoziu

Obsługa ograniczyła się do wymiany olejów, wyczyszczenia i wyregulowania gaźnika, luzów zaworowych i skontrolowania czy coś przypadkiem się nie urywa. Z fabryki często wyjeżdżały samochody nie poskręcane.

To tyle, jeśli chodzi o samochody nowe

Czas wracać do rzezywistości

Zaszufladkowano do kategorii WPISY