Powrót

Wreszcie po wielu latach dwa samochody wróciły z banicji. Mowa o Fiacie 126 grupy 2-giej i o Autobianchi A112 ABARTH.

Maluch stał w szklarni przez ostatnie trzy lata, natomiast A112 przez siedem. Ależ ten czas pędzi…

Najbardziej zaskoczył mnie maluch. Po podłączeniu akumulatora, który przez cały czas był obecny w aucie i wymianie przewodu wysokiego napięcia między cewką zapłonową a kopułką, auto odpaliło „od strzała”, niech mi ktoś powie, że maluch to złe auto…

Z A112 było już trochę gorzej, akumulator padł definitywnie, ale trudno się dziwić skoro miał 10 lat. Oczywiście przewody wysokiego napięcia też trzeba było wymienić, bo stały się smakowitym kąskiem dla kuny. U siebie też mam kunę, ale jest bardziej cywilizowana i za przewody się nie bierze, no chyba że mnie lubi i dlatego daje spokój moim samochodom.

Pierwszą czynnością po przywiezieniu aut było mycie, oczywiście przy użyciu myjki wysokociśnieniowej.

Akumulator w malcu wymagał naładowania, co raczej nie powinno dziwić

Bianka dostała nową baterię, zwłaszcza, że oba auta będą eksploatowane jeszcze w tym roku, przynajmniej takie są plany.

Ależ ja się stęskniłem za tym autkiem

Ponieważ już nie mam miejsca na podwórku, samochody powędrowały do ogrodu, inni mają krasnale…

Czeka mnie jeszcze przywiezienie Hondy N600. Byłaby już u mnie, gdyby nie fakt, że osy zrobiły sobie w niej dwa gniazda, więc trzeba było najpierw poczęstować je chemią i poczekać aż wyginą. Planowany powrót w poniedziałek, oczywiście jeśli lokatorzy nie przeżyli „napalmu”.

Dziś odbyły się oględziny malucha i bianki pod kątem zmiany koloru tablic rejestracyjnych na żółte. Mam nadzieję, że cała procedura nie będzie trwała zbyt długo.

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

FINAŁ

Nareszcie udało się skończyć 25-letni projekt. Mowa rzecz jasna o Fiacie 850 Spider. W sobotę samochód wrócił od tapicera i chyba prezentuje się całkiem nieźle. Musiałem jeszcze poświęcić trochę czasu na zamontowanie kilku drobiazgów i teraz można już pokazać całość. Brakuje jeszcze uchwytów drzwi(podłokietników), ale będą zamontowane, jak tylko tapicer się z nimi upora.

Pierwsze zdjęcia dachu, jeszcze u tapicera

I od tyłu

Teraz już nie ma tych fałdek w tylnej części, tu jeszcze nie było metalowych wkładek, które są nitowane do poszycia dachu.

Dziś samochód w pełnej(bez podłokietników) krasie wyjechał z garażu. Pierwsze zdjęcie od tyłu(zboczenie jakieś, czy co…)

Wnętrze

I wreszcie przód, auto zostało obniżone do właściwego poziomu

I jeszcze jedna „fotka”, tym razem z góry. To ujęcie zawdzięczam Jurkowi, gdyby nie jego sugestia zapewne nie wpadłbym na ten pomysł

Teraz zaczną się „wycieczki” po urzędach. Ale najpierw ocena rzeczoznawcy i „Biała karta”. Planowana sesja zdjęciowa najprawdopodobniej pojutrze.

Jednak dla mnie najważniejsze jest to, że udało się wreszcie zamknąć ten projekt. Pewnie czasem będę coś jeszcze wspominał o tym aucie, ale będą to jakieś sporadyczne wzmianki. Oczywiście jeśli „papierki” będą szły po mojej mysli

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

dość nieróbstwa

Chyba wystarczy tego lenistwa i trzeba coś naskrobać. Nadal mi się nie chce, oczywiście nie tylko pisać…, ten kto wymyślił lenistwo powinien dostać Nobla.

Po niezliczonych problemach z pięciobiegową skrzynią w Fiacie 128 SC i poprawieniu parametrów silnika, można było wreszcie poinformować Pawła, że samochód nadaje się do eksploatacji. Co zrobił Paweł? Przyjechał czarnym Spiderem 850… Wymiana przekładni głównej, bo wyje niemiłosiernie. No cóż, samochód ma nieznany przebieg, w wieku już nie wspominając, więc trudno się dziwić, że przekładnia kątowa dożyła kresu swoich możliwości. Ostatnio były jakieś działania dotyczące tej skrzyni, ale to działo się w Poznaniu i była to jedynie naprawa polegająca na wymianie łożysk i kół 1-go biegu.

I kolejny raz z auta został wybudowany zespół napędowy. Tak jest po prostu najszybciej

Po rozebraniu bloku napędowego i wymontowaniu przekładni głównej zobaczyłem coś takiego

Trudno się dziwić odgłosom, jakie wydawało to zazębienie…

Przy okazji została skrócona dźwignia lewarka zmiany biegów, ojjj trudno było namówić Pawła na tą modyfikacje. Oczywiście nie zgodził się na moją wersję lewarka i mocno ograniczył moje zapędy, ale i tak odniosłem sukces. Teraz wreszcie długość jest właściwa, już nie blokuje się kolano miedzy kierownicą, a dźwignią i trzymamy się wersji, że uciąłem tylko tyle, na ile zgodził się właściciel…

W samochodzie została jeszcze wymieniona przekładnia kierownicza i wałek kierownicy. Po tych zabiegach wreszcie nastała cisza, nic nie stuka i nie puka.

Wystarczy na pierwszy raz, po tak długiej przerwie. Niestety muszę się powoli wciągnąć w pisanie i widzę, że będzie to tempo „rączego ślimaka”…

 

 

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

ptaszyska i nie tylko

Z niewiadomych powodów miałem „hodowlę” ptaków na werandzie. „Kopciuszki”(to takie małe szare ptaszyska) upodobały sobie półkę na kwiatek i tam zrobiły sobie gniazdo. Po kilku dniach przygotowań, rano zobaczyłem taki widok

Czyli zaczęło się. Kolejny dzień znowu przyniósł zmianę

Następny

I tak doszło do pięciu, niestety gdzieś zapodziało się ostatnie zdjęcie

Sam ptaszek wygląda tak, oczywiście „robi” za „dostawce pizzy dla maluchów

A one gardła maja wyjątkowo przepastne, tam chyba widać nawet żołądek, „paszcze” mają nieziemskie. W zasadzie takie pisklę składa się głównie z dzioba

Po kilku dniach „futrowania” przez rodziców w gnieździe zaczęło się robić ciasno

Coraz trudniej było uchwycić moment, w którym dzioby są otwarte. Ptaszyska udawały, że ich nie ma. Dopiero z większej odległości udało mi się zrobić takie zdjęcie

A tu już tuż przed opuszczeniem bezpiecznej kryjówki

Po 10 dniach od wyklucia ptaszyska odleciały i wreszcie można spokojnie wypić kawę na świeżym powietrzu bez obaw, że przeszkadza się w dokarmianiu młodych. W przyszłym roku chyba trzeba będzie porozwieszać jakieś „domki lęgowe”, żeby nie czuć się intruzem we własnym domu.

Wracając do bardziej przyziemnych rzeczy, we wtorek odebrałem od lakiernika dwa samochody, czyli Spidera 124, który uległ spaleniu i 850SC po poprawkach blacharsko-lakierniczych.

Oba auta pomalowane perfekcyjnie, od razu widać, że ten człowiek zalicza się do grona normalnych, białych ludzi, szanujących siebie i klientów. Tym bardziej żałuje, że moje auto malował pedał. Nikt mi nie powie, ze skrzywienia seksualne nie maja wpływu na psychikę…

Spalony Spider 124 wygląda teraz tak

Kolor został właściwie bez zmian, oczywiście na życzenie właściciela

Pewnie jest jakaś niewielka różnica w odcieniu, ale biorąc pod uwagę że nie jest to oryginalny kolor dla tego samochodu taki szczegół nie ma absolutnie żadnego znaczenia

Wewnątrz również nie ma żadnych pozostałości, które mogłyby świadczyć o przebytym pożarze

Teraz miesiąc „kwarantanny” i będzie można zabierać się za składanie. Z przyczyn oczywistych auto zostało przywiezione na lawecie.

850 SC w tej sytuacji musiało przyjechać na kołach. Za kierownicą rzecz jasna Łukasz, czyli jedyna osoba, której byłem w stanie powierzyć takie zadanie.

Ponieważ malowane były błotniki, pokrywa bagażnika, pas przedni i częściowo drzwi samochód chwilowo jest bez części białych elementów

Ale po kilku miesiącach „ubarwienie” powróci. Ponieważ kolor biały został uzyskany przy pomocy folii trzeba poczekać aż nowy lakier się „wysezonuje” i dopiero wtedy można bez obaw cokolwiek na niego nakleić bez obawy, że pod folią właściwa powłoka zacznie „żyć własnym życiem”

Podróż odbyła się bez żadnych przygód. Teraz jeszcze zbieżność i można „wysłać” 850-tke do Warszawy.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

MG TD

Dziś Senior odbierał czerwonego MG TD od „generalnego wykonawcy”, czyli od człowieka, który odpowiada za całość projektu. W tym projekcie ja byłem jedynie podwykonawcą pewnej części zlecenia.

Rano coś mnie tknęło, żeby towarzyszyć właścicielowi i jego autu w pierwszych legalnych(z tablicami i ubezpieczeniem) kilometrach. Zadzwoniłem rano(9:16) do Krzyśka i od Juniora, który odebrał komórkę dowiedziałem się, ze mają do Kęt jakieś 20 minut. Ponieważ ode mnie do miejsca docelowego jest 58 km. postanowiłem również być świadkiem tego epokowego wydarzenia, jakim niewątpliwie jest pierwsza podróż już kompletnym roadsterem.

Nie przewidziałem, że sobota to dzień w którym wolny czas „naród” spędza w marketach, zwłaszcza, że jutro będą nieczynne. Droga bielska nie jest zbyt przyjazną trasą dla kierowców, ale w dniu dzisiejszym wręcz stanęła. Im mniejsza dziura, mam na myśli Wadowice i Andrychów, tym więcej hipermarketów. O drogach dojazdowych nikt nie pomyślał, skupiając się jedynie na jak największej powierzchni, z której można czerpać nieopodatkowane(zagraniczne sieci handlowe) zyski. Stanie w dwóch gigantycznych korkach zajęło mi około godziny.

Jak dotarłem na miejsce, zastałem już trójkę przebierających nogami gości. To oczywiście Senior, Junior i Smyk, czyli męski trzon gliwickiej rodziny. Owa niecierpliwość była spowodowana dość pesymistyczną prognozą pogody. Faktycznie jadąc do Kęt właściwie cały czas jechałem w mżawce, czasem przechodzącej w deszcz. Dopiero od Andrychowa było sucho.

Pierwszy widok, jaki zobaczyłem na miejscu

Z założonym dachem ten samochód wygląda zupełnie inaczej, nie wspominając już o błotnikach, których u mnie nie było. Pierwszą przejażdżkę miałem przyjemność odbyć wersją „Hot Rod”, ale to było w ubiegłym roku i oczywiście u mnie

Z przodu również wygląda inaczej

jeszcze z innej perspektywy

Na zbiorniku paliwa znalazła się tabliczka informująca kto jest wykonawcą odbudowy. Moja naklejka jest widoczna(chyba) po otwarciu maski

Zostałem zaproszony na jazdę próbną. Wybrałem miejsce pasażera, zostały otwarte drzwi… i ja miałem tam wpełznąć, bo trudno tą operację nazwać wsiadaniem

Wsiadanie do tego pojazdu bez dachu wymaga pewnej ekwilibrystyki, z dachem to już niezły „hardcor”. Trzeba wsiadać wg ściśle określonej instrukcji. Po pokonaniu drzwi jest już OK.

Przejechaliśmy kilka km i wrażenia są zupełnie pozytywne. Silnik nie przepada za wysokimi obrotami, zaczyna mieć jakieś wibracje, być może odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosi „angielskie” wyważenie całego układu tłokowo-korbowego. No cóż, trzeba używać go tak, jak założył konstruktor, w końcu maszyny parowe też nie kręciły się zbyt wysoko…

Jeszcze chwila skupienia…

ostatni rzut okiem na sympatyczną „mordkę”

I w drogę do Gliwic.

Oczywiście Senior mnie ubiegł i zdjęcia na Jego profilu fb już są od dawna, można zobaczyć je tutaj:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.10204584741248828.1543095266&type=3

Z relacji telefonicznej wiem, że auto dojechało bez problemów. Podróżowanie z prędkościami ok 70-75km/h jest przyjemne, powyżej zaczynają się wibracje. Może dlatego wszystkie śruby w silniku są dodatkowo zabezpieczane drutem???

Tak miło rozpoczęty dzień należało równie pożytecznie zakończyć, więc zamontowałem nową skrzynię(blok napędowy!) do 128 SC. Pozostało „jedynie” zamontować półosie, poskręcać zawieszenie, zamontować chłodnice i jeszcze parę innych „drobiazgów”. W końcu jutro też jest dzień… Przynajmniej zamiast „słowa na niedzielę” będę miał zajęcie na niedzielę.

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

auto nostalgia

Ostatni weekend spędziłem w warszawce. Za namową Ortosa wybrałem się na targi starej motoryzacji pt. Auto nostalgia. Impreza cykliczna, obywająca się chyba po raz piąty. Cała wystawa w hali, wiec uniezależniona od aury. W tym roku impreza zgromadziła ponad 200 aut. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Do „stolycy” dotarłem późnym wieczorem

Pokonanie trasy od mostu Dębnickiego do Miechowa zajęło mi ponad dwie godziny…

Potem było już znośnie, błądzenie zaczęło się w Warszawie, niestety nawigacja też się pogubiła. No cóż jaki kraj, taka stolica…

Hotel, a raczej jego obsługa też pozostawiały wiele do życzenia. Samo zameldowanie trwało chyba z 40 minut, ale cena jak w hotelu z wyższej półki.

Rano widok dwóch pięćsetek był dużo weselszy. Zestawy zostały zaparkowane na trawie, bo wieczorem nie było nigdzie miejsca

Jeszcze tylko dojazd do centrum wystawowego, rozładowanie i ustawienie w hali. Impreza zaczęła się w piątek rano, ale był to dzień dla mediów, wiec organizator zgodził się na uzupełnienie stoiska w sobotę rano. 500-tki zostały zgromadzone na miejscu klubu Forza Italia. To oni byli inicjatorem pomysłu „FIAT 500”. Na całej wystawie było 10 500-tek, z czego 8 reprezentowało wspomniany klub. Jedna to reklama warszawskiej firmy zajmującej się od niedawna restaurowaniem 500-tek w celach zarobkowych, wiec cięcie kosztów na całej linii i skupienie się jedynie na wyglądzie zewnętrznym. Druga 500-tka to auto krakowskie(nie moje), które miało być 9-wiątą 500-tką, ale właściciel zachował się tak, a nie inaczej i auto wylądowało na stoisku jakiegoś podrzędnego domu aukcyjnego. No cóż, można i tak.

Ale pomimo braku jednego samochodu stoisko prezentowało się bardzo ciekawie

Moje auto z niewiadomego powodu załapało się na indywidualne zdjęcie kogoś robiącego fotorelację z imprezy

To miłe, że akurat ten samochód wzbudził zainteresowanie autora

Na wystawie był też zrekonstruowany lekki czołg zwiadowczy. Nie pamiętam nazwy, ale na pewno ktoś go rozpozna

W pojeździe nie ma wydzielonego przedziału silnikowego. Dwuosobowa załoga siedzi po obu stronach silnika. Na pewno nie mogli narzekać na niskie temperatury

I jeszcze jedno ujęcie przedziału „silnikowo-pasażerskiego”

Oczywiście było całe stado motoryzacji amerykańskiej

W różnym stanie, ale za skrzydłami

Na całym terenie wystawy udało mi się znaleźć jedynego „miniaka” w barwach Gulf’a. Z niewiadomych przyczyn był skrzętnie ukryty za jakimiś „ściankami”

w towarzystwie kosza na śmieci

Zrobiłem 380 zdjęć, ale nie jestem najmocniejszy w robieniu takich relacji, wiec najrozsądniej byłoby umieścić je wszystkie, co z oczywistych powodów nie jest możliwe. Dlatego ograniczyłem się do pokazania tylko tego, co mnie zainteresowało. W sieci jest sporo zdjęć z tej imprezy, wiec chętni mogą czegoś poszukać. Zapewne najwięcej zdjęć będzie na FB, do którego to portalu ja nie mam dostępu z powodu braku swojego profilu w tamtym miejscu.

W niedzielę po południu udało mi się w miarę szybko spakować zabawkę

I pożegnać „stolycę”, zanim zrobił się większy tłok na parkingu

i później na drogach wyjazdowych. W końcu „słoiki” wracają ze wsi do roboty…

A teraz trochę bieżących informacji. Telefonicznie zostałem „zgwałcony” i musiałem spakować „export”, czyli silnik 850, ale zmuszony do kręcenia się w prawo. Będzie zamontowany w FIACIE 600 Multipla

Kolorystyka mi się nie podoba, ale tak były malowane silniki w oryginale i taki kolor zażyczył sobie właściciel

Silnik jest bez osprzętu ze względu na konieczność transportu i zmieszczenie go w jak najmniejszej objętości. Rzecz jasna osprzęt jest w pakiecie

A teraz już gotowa „paczka” do wysyłki

Ponieważ całość podróżuje na inny kontynent, obowiązkowa jest taka sygnatura

Ten symbol dotyczy palety, na której będzie podróżował silnik i mówi(symbol), że paleta jest „fumigowana”, czyli pozbawiona wszelkich drobnoustrojów, które mogłyby się przedostać za ocean. Chodzi o to, żeby różnego rodzaju paskudztwa, z którymi dajemy sobie radę n/p w Europie nie przedostały się na kontynent amerykański. Ta zasada dotyczy wszystkich przesyłek międzykontynentalnych i działa w obie strony. I nie jest to bezsensowne działanie.

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

cisza

Proszę o wyrozumiałość, jakoś nie mam nastroju do pisania. Robienie tego na siłę nie ma sensu, bo stanie się nudne…

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

problemów ciąg dalszy

Niestety „lakiernicy”, którzy malowali Spidera powinni zajmować się malowaniem płotów, w dodatku w jakichś zapyziałych miejscach.

Jeśli ktoś będzie chciał się dowiedzieć jakiego miejsca należy unikać, służę adresem i nazwiskiem tego partacza.

Dotknięcie podeszwą progu, na przykład przy wsiadaniu, czy wysiadaniu z pojazdu kończy się takim widokiem

Tu zdjęcie z nieco innej perspektywy, nieco dokładniej obrazujące problem

Nie wiem jak należy eksploatować samochód, by uniknąć dotknięcia progu. Raczej mało realne w normalnej eksploatacji.

Kolejny kwiatek, tym razem na pokrywie dachu

Tłumaczenie „Matejki”, że zostało spowodowane zbyt dużym naciskiem przykręcanego elementu jest co najmniej infantylne, ale może tak mają ludzie i odmiennej orientacji seksualnej… W tym miejscu jest mocowany zaczep tylnej części dachu, więc powinien być przykręcony dość mocno. Owalne otwory świadczą o możliwości regulacji, czyli… trzeba przykręcić jeszcze mocniej, żeby uchwyt się nie przesunął. Ale pedał wie lepiej…

Skoro jestem przy pokrywie dachu, to doczekała się wreszcie „klameczki” służącej do odblokowania zamków uniemożliwiających jej niekontrolowane otwarcie

I same zamki

teraz drugi

Oczywiście, jak większość elementów zamki są po renowacji.

Dziś przyszedł czas na ratowanie i zabezpieczenie progów. Uznałem, że jedyną sensowną formą będzie pokrycie ich folią, taką jaką stosuje się we współczesnych samochodach w celu zabezpieczenia najbardziej zagrożonych elementów nadwozi, przed piaskiem, czy kamieniami. Folia jest bezbarwna, więc nie zmienia koloru ochranianego elementu. Jednocześnie jest dość elastyczna, co powinno uchronić powłoki przed zniszczeniem. Wyszło całkiem nieźle

Tak wygląda od tyłu

A tak w otworze drzwiowym

Oczywiście wcześniej musiałem uzupełnić ubytki.

Analogicznie jest z drugiej strony auta, czyli przód

i tył

Części środkowej już nie ma sensu pokazywać, jest taka sama jak od strony kierowcy

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

jak się powiedziało „A”…

Słowo się rzekło, kobyłka u płotu… Skoro są już zawiasy nie pozostało nic innego, jak zamontować pokrywy, najpierw pokrywa silnika. Wreszcie nie ma dziury

Nawet zamek znalazł się na swoim miejscu

Tak wygląda to teraz z ciut dalszej perspektywy

Po otwarciu maski widok też jest jakby inny, bardziej kompletny

Skoro udało się zmusić pokrywę silnika by się zamykała, co wcale nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać, można było przystąpić do montażu pokrywy dachu

Teraz odkryta jest już tylko przestrzeń w której mają być zamontowane fotele. Niestety na tą chwilę przyjdzie poczekać.

Brakuje jeszcze jednej listwy, stąd te szczeliny w pokrywie, ale i na nią przyjdzie czas. Listew jest kilka, wiec będzie z czego wybrać ta własciwą

W międzyczasie, jak nabiorę ochoty, będzie można uporządkować podłogę, czyli zakończyć montaż wszystkich wykładzin. Mam tu na myśli również wykładziny komory bagażnika.

Jeszcze ostatni „rzut okiem” na tył, przed kolejna zmianą

Strasznie długa jest ta część auta, wiec należało trochę „zaburzyć” tą linię, jednocześnie skracając optycznie tył pojazdu. W tym celu zamontowałem bagażnik zewnętrzny, którego użycia, tak naprawdę, nigdy nie planuję. Dzięki temu elementowi nastąpiła zasadnicza zmiana wizerunku auta.

Część jest sprowadzona z za „wielkiej wody”, za równie niemałe pieniądze. Mam tu na myśli koszty transportu, bo sam zakup nie był jakimś gigantycznym wyzwaniem. Koszty pojawiły się dopiero na miejscu, jak trzeba było odnowić powłokę galwaniczną. Ale z tym liczyłem się od samego początku, w końcu kupiłem część używaną, a nie nową. W Europie te bagażniki są niedostępne, z reszta w USA też nie jest łatwo na nie trafić.

Jakieś bardziej sensowne zdjęcia tego auta pojawią się dopiero jak samochód „ujrzy światło dzienne”, czyli jak będzie okazja, by wyprowadzić je z garażu. A to może jeszcze trochę potrwać…

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

Spider

Oczywiście zielony i obiecane kilka szczegółów, które przybyły. Zaczęło się od reanimacji kierunkowskazów przednich. Tu jest pewna niezgodność z oryginałem, czyli będą kierunkowskazy od 850 SC, ale o tym chyba wspominałem. Niestety nowe, a zarazem właściwe kosztują majątek, a różnica tak naprawdę jest niewielka. Dla kogoś, kto nie zna tego modelu jest niezauważalna, a znawca też musi się dokładnie przyglądnąć i oczywiście wiedzieć o tej niezgodności. Kierunkowskazy są „zdobyczne”, tzn. trafiły do mnie wraz z całym „stadem” części których pozbywał się Ortos. On sam nie wie jak znalazły się u niego. Były w stanie średnim, ale ich największą zaletą był fakt samego istnienia. Zostały poddane gruntownej restauracji i teraz wyglądają tak

Odbłyśniki nie są nowe, lecz regenerowane, naprawy wymagały również same oprawy żarówek. Korozja spowodowała brak połączenia elektrycznego między stykiem żarówki, a końcówką przyłączeniową. Nie mam pojęcia jakim sposobem tak się stało, bo obie te części są ze sobą „zgrzane” i tak oczywiście było. Pozostało wyczyszczenie obu powierzchni i pokrycie ich warstwą cyny.

Klosze już trzeba było kupić nowe, płacąc za nie oczywiście w walucie niekoniecznie polskiej. Ale efekt końcowy jest całkiem przyzwoity. Gumowe osłony to zasługa przepastnych zbiorów Seniora, za co wielkie dzięki

Mając już kierunkowskazy i zrobione mocowania, nie pozostało nic innego, jak zamontować je na właściwe miejsce.

I lewy

Całość zdecydowanie zmieniła przód samochodu

Ten zabieg pozwolił na zamknięcie przestrzeni za reflektorami, wszelkie połączenia znajdują się właśnie tam. Stosowne „zaślepki” uporządkowały przestrzeń bagażnika

Z drugiej strony jest analogicznie

Oczywiście zostaną jeszcze założone gumowe przelotki, żeby przewody nie miały ochoty na „skróty elektryczne”

Skoro przód jest skończony można było przejść do tylnej części nadwozia i uzupełnić brakujący element, czyli łącznik między pokrywami silnika i dachu. To pozwoliło na „upchanie” uszczelki wlewu paliwa, która to „guma” jest droga jak cholera, ale niczym nie można jej zastąpić

Te czerwone ślady wewnątrz wlewu to nie korozja tylko środek zabezpieczający wnętrze zbiornika.

Teraz już właściwy korek wlewu

I jeszcze spojrzenie z drugiej strony, z widoczną uszczelka pokrywy dachu i jej ogranicznikiem

Chwilę wcześniej udało mi się zamontować dolne ramki szyb opuszczanych drzwi, co wcale nie jest zadaniem łatwym, ani przyjemnym

Nakładki tylnych błotników są tylko „przyłożone” i widoczny jest ich inny kolor. Niestety to są ZnAl – le, czyli wyjątkowy „szajs metal”, który jest bardzo trudno odbudować, podobnie jak pochromować. Dziś „pojechały do chromu”, zobaczymy jakie będą tego efekty

I wreszcie może nie najważniejsze części, ale takie które ostatnio „spędzały mi sen z powiek”. Mowa o zawiasach tylnych pokryw. To są podwójne zawiasy obsługujące obie klapy. Oryginalne były w stanie nie nadającym się do odbudowy, kiedyś, kilkanaście lat temu zdecydowałem się na zrobienie kopii i takowe zostały odlane z mosiądzu, lub brązu, sam nie wiem. Niestety obróbka już „fachowcowi” nie wyszła, co okazało się dopiero po chromowaniu, przy próbie ich montażu. Możliwości zdobycia kolejnych zawiasów ograniczały się do zakupu nowych, ale cena ich jest, delikatnie mówiąc, zaporowa. W tym przypadku swoja pomoc zadeklarował Jurek i zabrał je na święta na północ Polski. Oczywiście same święta, zamiast się obżerać jak przystało na ten czas, spędził u swojego znajomego w warsztacie z suwmiarka w ręku i zestawem pilników na stole. Niezbędne było zaspawanie wadliwie wywierconych otworów i „przestrzelenie” zawiasów na nowo. Efekt tych działań była zaskakujący. Coś, co przedstawiało wartość złomu, wprawdzie kolorowego, ale jednak złomu, stało się pełnowartościową częścią. Oczywiście wcześniej należało zdjąć powłoki galwaniczne, rzecz jasna metodami elektrolitycznymi, żeby nie zniszczyć wszystkiego.

Po naprawie należało powtórzyć operację nałożenia powłoki chromowej. Tu znowu powstał dylemat, czy „chromiarze” czegoś nie zepsują poprzez np. nałożenie zbyt grubej warstwy miedzi. Odpowiedź na to pytanie nadeszła dzisiaj i taki jest efekt wielogodzinnych, świątecznych zmagań Jurka

Te otwory w części środkowej są do… niczego. Po prostu nie wiadomo „co poeta miał na myśli”. To ślepy otwór, w który jest wkręcona śruba M6. Nikt, przynajmniej nie spotkałem takiego człowieka, nie wie po „jasną cholerę” to zostało zrobione. Może to jakieś „przyozdupczenie”…

Obecność tych zawiasów oznacza rychły montaż pokryw. Sądzę, że w przyszłym tygodniu będę mógł pokazać bardziej kompletny samochód. Tylko „bardziej”, bo nadal nie mam tapicerek, a co gorsze, środków na ich uszycie…

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY