MG TD

Dziś Senior odbierał czerwonego MG TD od „generalnego wykonawcy”, czyli od człowieka, który odpowiada za całość projektu. W tym projekcie ja byłem jedynie podwykonawcą pewnej części zlecenia.

Rano coś mnie tknęło, żeby towarzyszyć właścicielowi i jego autu w pierwszych legalnych(z tablicami i ubezpieczeniem) kilometrach. Zadzwoniłem rano(9:16) do Krzyśka i od Juniora, który odebrał komórkę dowiedziałem się, ze mają do Kęt jakieś 20 minut. Ponieważ ode mnie do miejsca docelowego jest 58 km. postanowiłem również być świadkiem tego epokowego wydarzenia, jakim niewątpliwie jest pierwsza podróż już kompletnym roadsterem.

Nie przewidziałem, że sobota to dzień w którym wolny czas „naród” spędza w marketach, zwłaszcza, że jutro będą nieczynne. Droga bielska nie jest zbyt przyjazną trasą dla kierowców, ale w dniu dzisiejszym wręcz stanęła. Im mniejsza dziura, mam na myśli Wadowice i Andrychów, tym więcej hipermarketów. O drogach dojazdowych nikt nie pomyślał, skupiając się jedynie na jak największej powierzchni, z której można czerpać nieopodatkowane(zagraniczne sieci handlowe) zyski. Stanie w dwóch gigantycznych korkach zajęło mi około godziny.

Jak dotarłem na miejsce, zastałem już trójkę przebierających nogami gości. To oczywiście Senior, Junior i Smyk, czyli męski trzon gliwickiej rodziny. Owa niecierpliwość była spowodowana dość pesymistyczną prognozą pogody. Faktycznie jadąc do Kęt właściwie cały czas jechałem w mżawce, czasem przechodzącej w deszcz. Dopiero od Andrychowa było sucho.

Pierwszy widok, jaki zobaczyłem na miejscu

Z założonym dachem ten samochód wygląda zupełnie inaczej, nie wspominając już o błotnikach, których u mnie nie było. Pierwszą przejażdżkę miałem przyjemność odbyć wersją „Hot Rod”, ale to było w ubiegłym roku i oczywiście u mnie

Z przodu również wygląda inaczej

jeszcze z innej perspektywy

Na zbiorniku paliwa znalazła się tabliczka informująca kto jest wykonawcą odbudowy. Moja naklejka jest widoczna(chyba) po otwarciu maski

Zostałem zaproszony na jazdę próbną. Wybrałem miejsce pasażera, zostały otwarte drzwi… i ja miałem tam wpełznąć, bo trudno tą operację nazwać wsiadaniem

Wsiadanie do tego pojazdu bez dachu wymaga pewnej ekwilibrystyki, z dachem to już niezły „hardcor”. Trzeba wsiadać wg ściśle określonej instrukcji. Po pokonaniu drzwi jest już OK.

Przejechaliśmy kilka km i wrażenia są zupełnie pozytywne. Silnik nie przepada za wysokimi obrotami, zaczyna mieć jakieś wibracje, być może odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosi „angielskie” wyważenie całego układu tłokowo-korbowego. No cóż, trzeba używać go tak, jak założył konstruktor, w końcu maszyny parowe też nie kręciły się zbyt wysoko…

Jeszcze chwila skupienia…

ostatni rzut okiem na sympatyczną „mordkę”

I w drogę do Gliwic.

Oczywiście Senior mnie ubiegł i zdjęcia na Jego profilu fb już są od dawna, można zobaczyć je tutaj:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.10204584741248828.1543095266&type=3

Z relacji telefonicznej wiem, że auto dojechało bez problemów. Podróżowanie z prędkościami ok 70-75km/h jest przyjemne, powyżej zaczynają się wibracje. Może dlatego wszystkie śruby w silniku są dodatkowo zabezpieczane drutem???

Tak miło rozpoczęty dzień należało równie pożytecznie zakończyć, więc zamontowałem nową skrzynię(blok napędowy!) do 128 SC. Pozostało „jedynie” zamontować półosie, poskręcać zawieszenie, zamontować chłodnice i jeszcze parę innych „drobiazgów”. W końcu jutro też jest dzień… Przynajmniej zamiast „słowa na niedzielę” będę miał zajęcie na niedzielę.

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

auto nostalgia

Ostatni weekend spędziłem w warszawce. Za namową Ortosa wybrałem się na targi starej motoryzacji pt. Auto nostalgia. Impreza cykliczna, obywająca się chyba po raz piąty. Cała wystawa w hali, wiec uniezależniona od aury. W tym roku impreza zgromadziła ponad 200 aut. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Do „stolycy” dotarłem późnym wieczorem

Pokonanie trasy od mostu Dębnickiego do Miechowa zajęło mi ponad dwie godziny…

Potem było już znośnie, błądzenie zaczęło się w Warszawie, niestety nawigacja też się pogubiła. No cóż jaki kraj, taka stolica…

Hotel, a raczej jego obsługa też pozostawiały wiele do życzenia. Samo zameldowanie trwało chyba z 40 minut, ale cena jak w hotelu z wyższej półki.

Rano widok dwóch pięćsetek był dużo weselszy. Zestawy zostały zaparkowane na trawie, bo wieczorem nie było nigdzie miejsca

Jeszcze tylko dojazd do centrum wystawowego, rozładowanie i ustawienie w hali. Impreza zaczęła się w piątek rano, ale był to dzień dla mediów, wiec organizator zgodził się na uzupełnienie stoiska w sobotę rano. 500-tki zostały zgromadzone na miejscu klubu Forza Italia. To oni byli inicjatorem pomysłu „FIAT 500”. Na całej wystawie było 10 500-tek, z czego 8 reprezentowało wspomniany klub. Jedna to reklama warszawskiej firmy zajmującej się od niedawna restaurowaniem 500-tek w celach zarobkowych, wiec cięcie kosztów na całej linii i skupienie się jedynie na wyglądzie zewnętrznym. Druga 500-tka to auto krakowskie(nie moje), które miało być 9-wiątą 500-tką, ale właściciel zachował się tak, a nie inaczej i auto wylądowało na stoisku jakiegoś podrzędnego domu aukcyjnego. No cóż, można i tak.

Ale pomimo braku jednego samochodu stoisko prezentowało się bardzo ciekawie

Moje auto z niewiadomego powodu załapało się na indywidualne zdjęcie kogoś robiącego fotorelację z imprezy

To miłe, że akurat ten samochód wzbudził zainteresowanie autora

Na wystawie był też zrekonstruowany lekki czołg zwiadowczy. Nie pamiętam nazwy, ale na pewno ktoś go rozpozna

W pojeździe nie ma wydzielonego przedziału silnikowego. Dwuosobowa załoga siedzi po obu stronach silnika. Na pewno nie mogli narzekać na niskie temperatury

I jeszcze jedno ujęcie przedziału „silnikowo-pasażerskiego”

Oczywiście było całe stado motoryzacji amerykańskiej

W różnym stanie, ale za skrzydłami

Na całym terenie wystawy udało mi się znaleźć jedynego „miniaka” w barwach Gulf’a. Z niewiadomych przyczyn był skrzętnie ukryty za jakimiś „ściankami”

w towarzystwie kosza na śmieci

Zrobiłem 380 zdjęć, ale nie jestem najmocniejszy w robieniu takich relacji, wiec najrozsądniej byłoby umieścić je wszystkie, co z oczywistych powodów nie jest możliwe. Dlatego ograniczyłem się do pokazania tylko tego, co mnie zainteresowało. W sieci jest sporo zdjęć z tej imprezy, wiec chętni mogą czegoś poszukać. Zapewne najwięcej zdjęć będzie na FB, do którego to portalu ja nie mam dostępu z powodu braku swojego profilu w tamtym miejscu.

W niedzielę po południu udało mi się w miarę szybko spakować zabawkę

I pożegnać „stolycę”, zanim zrobił się większy tłok na parkingu

i później na drogach wyjazdowych. W końcu „słoiki” wracają ze wsi do roboty…

A teraz trochę bieżących informacji. Telefonicznie zostałem „zgwałcony” i musiałem spakować „export”, czyli silnik 850, ale zmuszony do kręcenia się w prawo. Będzie zamontowany w FIACIE 600 Multipla

Kolorystyka mi się nie podoba, ale tak były malowane silniki w oryginale i taki kolor zażyczył sobie właściciel

Silnik jest bez osprzętu ze względu na konieczność transportu i zmieszczenie go w jak najmniejszej objętości. Rzecz jasna osprzęt jest w pakiecie

A teraz już gotowa „paczka” do wysyłki

Ponieważ całość podróżuje na inny kontynent, obowiązkowa jest taka sygnatura

Ten symbol dotyczy palety, na której będzie podróżował silnik i mówi(symbol), że paleta jest „fumigowana”, czyli pozbawiona wszelkich drobnoustrojów, które mogłyby się przedostać za ocean. Chodzi o to, żeby różnego rodzaju paskudztwa, z którymi dajemy sobie radę n/p w Europie nie przedostały się na kontynent amerykański. Ta zasada dotyczy wszystkich przesyłek międzykontynentalnych i działa w obie strony. I nie jest to bezsensowne działanie.

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

cisza

Proszę o wyrozumiałość, jakoś nie mam nastroju do pisania. Robienie tego na siłę nie ma sensu, bo stanie się nudne…

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

problemów ciąg dalszy

Niestety „lakiernicy”, którzy malowali Spidera powinni zajmować się malowaniem płotów, w dodatku w jakichś zapyziałych miejscach.

Jeśli ktoś będzie chciał się dowiedzieć jakiego miejsca należy unikać, służę adresem i nazwiskiem tego partacza.

Dotknięcie podeszwą progu, na przykład przy wsiadaniu, czy wysiadaniu z pojazdu kończy się takim widokiem

Tu zdjęcie z nieco innej perspektywy, nieco dokładniej obrazujące problem

Nie wiem jak należy eksploatować samochód, by uniknąć dotknięcia progu. Raczej mało realne w normalnej eksploatacji.

Kolejny kwiatek, tym razem na pokrywie dachu

Tłumaczenie „Matejki”, że zostało spowodowane zbyt dużym naciskiem przykręcanego elementu jest co najmniej infantylne, ale może tak mają ludzie i odmiennej orientacji seksualnej… W tym miejscu jest mocowany zaczep tylnej części dachu, więc powinien być przykręcony dość mocno. Owalne otwory świadczą o możliwości regulacji, czyli… trzeba przykręcić jeszcze mocniej, żeby uchwyt się nie przesunął. Ale pedał wie lepiej…

Skoro jestem przy pokrywie dachu, to doczekała się wreszcie „klameczki” służącej do odblokowania zamków uniemożliwiających jej niekontrolowane otwarcie

I same zamki

teraz drugi

Oczywiście, jak większość elementów zamki są po renowacji.

Dziś przyszedł czas na ratowanie i zabezpieczenie progów. Uznałem, że jedyną sensowną formą będzie pokrycie ich folią, taką jaką stosuje się we współczesnych samochodach w celu zabezpieczenia najbardziej zagrożonych elementów nadwozi, przed piaskiem, czy kamieniami. Folia jest bezbarwna, więc nie zmienia koloru ochranianego elementu. Jednocześnie jest dość elastyczna, co powinno uchronić powłoki przed zniszczeniem. Wyszło całkiem nieźle

Tak wygląda od tyłu

A tak w otworze drzwiowym

Oczywiście wcześniej musiałem uzupełnić ubytki.

Analogicznie jest z drugiej strony auta, czyli przód

i tył

Części środkowej już nie ma sensu pokazywać, jest taka sama jak od strony kierowcy

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

jak się powiedziało „A”…

Słowo się rzekło, kobyłka u płotu… Skoro są już zawiasy nie pozostało nic innego, jak zamontować pokrywy, najpierw pokrywa silnika. Wreszcie nie ma dziury

Nawet zamek znalazł się na swoim miejscu

Tak wygląda to teraz z ciut dalszej perspektywy

Po otwarciu maski widok też jest jakby inny, bardziej kompletny

Skoro udało się zmusić pokrywę silnika by się zamykała, co wcale nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać, można było przystąpić do montażu pokrywy dachu

Teraz odkryta jest już tylko przestrzeń w której mają być zamontowane fotele. Niestety na tą chwilę przyjdzie poczekać.

Brakuje jeszcze jednej listwy, stąd te szczeliny w pokrywie, ale i na nią przyjdzie czas. Listew jest kilka, wiec będzie z czego wybrać ta własciwą

W międzyczasie, jak nabiorę ochoty, będzie można uporządkować podłogę, czyli zakończyć montaż wszystkich wykładzin. Mam tu na myśli również wykładziny komory bagażnika.

Jeszcze ostatni „rzut okiem” na tył, przed kolejna zmianą

Strasznie długa jest ta część auta, wiec należało trochę „zaburzyć” tą linię, jednocześnie skracając optycznie tył pojazdu. W tym celu zamontowałem bagażnik zewnętrzny, którego użycia, tak naprawdę, nigdy nie planuję. Dzięki temu elementowi nastąpiła zasadnicza zmiana wizerunku auta.

Część jest sprowadzona z za „wielkiej wody”, za równie niemałe pieniądze. Mam tu na myśli koszty transportu, bo sam zakup nie był jakimś gigantycznym wyzwaniem. Koszty pojawiły się dopiero na miejscu, jak trzeba było odnowić powłokę galwaniczną. Ale z tym liczyłem się od samego początku, w końcu kupiłem część używaną, a nie nową. W Europie te bagażniki są niedostępne, z reszta w USA też nie jest łatwo na nie trafić.

Jakieś bardziej sensowne zdjęcia tego auta pojawią się dopiero jak samochód „ujrzy światło dzienne”, czyli jak będzie okazja, by wyprowadzić je z garażu. A to może jeszcze trochę potrwać…

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

Spider

Oczywiście zielony i obiecane kilka szczegółów, które przybyły. Zaczęło się od reanimacji kierunkowskazów przednich. Tu jest pewna niezgodność z oryginałem, czyli będą kierunkowskazy od 850 SC, ale o tym chyba wspominałem. Niestety nowe, a zarazem właściwe kosztują majątek, a różnica tak naprawdę jest niewielka. Dla kogoś, kto nie zna tego modelu jest niezauważalna, a znawca też musi się dokładnie przyglądnąć i oczywiście wiedzieć o tej niezgodności. Kierunkowskazy są „zdobyczne”, tzn. trafiły do mnie wraz z całym „stadem” części których pozbywał się Ortos. On sam nie wie jak znalazły się u niego. Były w stanie średnim, ale ich największą zaletą był fakt samego istnienia. Zostały poddane gruntownej restauracji i teraz wyglądają tak

Odbłyśniki nie są nowe, lecz regenerowane, naprawy wymagały również same oprawy żarówek. Korozja spowodowała brak połączenia elektrycznego między stykiem żarówki, a końcówką przyłączeniową. Nie mam pojęcia jakim sposobem tak się stało, bo obie te części są ze sobą „zgrzane” i tak oczywiście było. Pozostało wyczyszczenie obu powierzchni i pokrycie ich warstwą cyny.

Klosze już trzeba było kupić nowe, płacąc za nie oczywiście w walucie niekoniecznie polskiej. Ale efekt końcowy jest całkiem przyzwoity. Gumowe osłony to zasługa przepastnych zbiorów Seniora, za co wielkie dzięki

Mając już kierunkowskazy i zrobione mocowania, nie pozostało nic innego, jak zamontować je na właściwe miejsce.

I lewy

Całość zdecydowanie zmieniła przód samochodu

Ten zabieg pozwolił na zamknięcie przestrzeni za reflektorami, wszelkie połączenia znajdują się właśnie tam. Stosowne „zaślepki” uporządkowały przestrzeń bagażnika

Z drugiej strony jest analogicznie

Oczywiście zostaną jeszcze założone gumowe przelotki, żeby przewody nie miały ochoty na „skróty elektryczne”

Skoro przód jest skończony można było przejść do tylnej części nadwozia i uzupełnić brakujący element, czyli łącznik między pokrywami silnika i dachu. To pozwoliło na „upchanie” uszczelki wlewu paliwa, która to „guma” jest droga jak cholera, ale niczym nie można jej zastąpić

Te czerwone ślady wewnątrz wlewu to nie korozja tylko środek zabezpieczający wnętrze zbiornika.

Teraz już właściwy korek wlewu

I jeszcze spojrzenie z drugiej strony, z widoczną uszczelka pokrywy dachu i jej ogranicznikiem

Chwilę wcześniej udało mi się zamontować dolne ramki szyb opuszczanych drzwi, co wcale nie jest zadaniem łatwym, ani przyjemnym

Nakładki tylnych błotników są tylko „przyłożone” i widoczny jest ich inny kolor. Niestety to są ZnAl – le, czyli wyjątkowy „szajs metal”, który jest bardzo trudno odbudować, podobnie jak pochromować. Dziś „pojechały do chromu”, zobaczymy jakie będą tego efekty

I wreszcie może nie najważniejsze części, ale takie które ostatnio „spędzały mi sen z powiek”. Mowa o zawiasach tylnych pokryw. To są podwójne zawiasy obsługujące obie klapy. Oryginalne były w stanie nie nadającym się do odbudowy, kiedyś, kilkanaście lat temu zdecydowałem się na zrobienie kopii i takowe zostały odlane z mosiądzu, lub brązu, sam nie wiem. Niestety obróbka już „fachowcowi” nie wyszła, co okazało się dopiero po chromowaniu, przy próbie ich montażu. Możliwości zdobycia kolejnych zawiasów ograniczały się do zakupu nowych, ale cena ich jest, delikatnie mówiąc, zaporowa. W tym przypadku swoja pomoc zadeklarował Jurek i zabrał je na święta na północ Polski. Oczywiście same święta, zamiast się obżerać jak przystało na ten czas, spędził u swojego znajomego w warsztacie z suwmiarka w ręku i zestawem pilników na stole. Niezbędne było zaspawanie wadliwie wywierconych otworów i „przestrzelenie” zawiasów na nowo. Efekt tych działań była zaskakujący. Coś, co przedstawiało wartość złomu, wprawdzie kolorowego, ale jednak złomu, stało się pełnowartościową częścią. Oczywiście wcześniej należało zdjąć powłoki galwaniczne, rzecz jasna metodami elektrolitycznymi, żeby nie zniszczyć wszystkiego.

Po naprawie należało powtórzyć operację nałożenia powłoki chromowej. Tu znowu powstał dylemat, czy „chromiarze” czegoś nie zepsują poprzez np. nałożenie zbyt grubej warstwy miedzi. Odpowiedź na to pytanie nadeszła dzisiaj i taki jest efekt wielogodzinnych, świątecznych zmagań Jurka

Te otwory w części środkowej są do… niczego. Po prostu nie wiadomo „co poeta miał na myśli”. To ślepy otwór, w który jest wkręcona śruba M6. Nikt, przynajmniej nie spotkałem takiego człowieka, nie wie po „jasną cholerę” to zostało zrobione. Może to jakieś „przyozdupczenie”…

Obecność tych zawiasów oznacza rychły montaż pokryw. Sądzę, że w przyszłym tygodniu będę mógł pokazać bardziej kompletny samochód. Tylko „bardziej”, bo nadal nie mam tapicerek, a co gorsze, środków na ich uszycie…

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

modyfikacje

W czerwonym 850 SC było zastrzeżenie do długości lewarka zmiany biegów. Ponieważ sam jestem zwolennikiem krótkich, obciąłem go w/g własnego uznania i mnie jeździło się dobrze, ale to przecież nie ja eksploatuję ten pojazd, więc istotne jest odczucie właściciela. Ponieważ w myśl śp. Bogumiła Kobieli: „łatwiej kijek zacienkować, niż go potem zgrubowaścić” trudno jest przedłużać coś, co się ucięło. Można oczywiście rozebrać „połowę” samochodu i wymienić go na inny, ale… no właśnie, komu by się chciało. W tej sytuacji postanowiłem zastosować własny „patent”, czyli „przedłużkę”. Została wykonana ze stali nierdzewnej, żeby nie trzeba było oddawać jej do chromowania

Po zmontowaniu całości wygląda to teraz tak

Nie straszy i dobrze leży w ręce. Pozostaje mi mieć nadzieję, że Mariusz będzie zadowolony.

Ale na tym nie koniec dodatków. Brakowało „od zawsze” osłon tylnych lamp. Oczywiście te osłony nie są widoczne z zewnątrz i maja za zadanie stanowić jedynie barierę termiczną dla lamp cofania. One są zamontowane w tylnym pasie, lewa dość blisko wydechu, więc konstruktor zadbał o dodatkowe osłony. Oczywiście w większości tych samochodów takie części są jedynie wspomnieniem i jedyny po nich ślad to otwory w pasie sugerujące, że coś tam powinno być przykręcone. Tu nieoceniona okazała się pomoc Seniora, który nabył kiedyś droga kupna takie osłony, z reszta od człowieka nie mającego pojęcia co sprzedaje. Senior zgodził się użyczyć tychże w celu wykonania kopii. Ze względu na dość skomplikowany kształt zdecydowałem się na kopie z laminatu.

Mają dokładnie taki sam kształt, do tego „nic” nie ważą i są odporne na temperaturę. Wytrzymałość mechaniczna jest prawdopodobnie większa od oryginałów, ale to już zupełnie nie ma żadnego znaczenia

Od wewnętrznej strony wyglądają podobnie, tyle że w „negatywie”

Teraz pozostaje je „ufarbować” na czarno i zamontować.

W międzyczasie powstała 5-cio biegowa skrzynia do Fiata 128 SC Pawła

Skrzynia, jak skrzynia, różni się ilością kół zębatych, ale zadbaliśmy o dość ciekawe przełożenia, które powinny zdecydowanie poprawić dynamikę tego auta. Rzecz jasna nie zdradzę tych liczb, w końcu „wróg nie śpi”. A tak to wygląda od drugiej strony

Pod koniec kwietnia planowana jest zmiana bloku napędowego, sam jestem ciekaw jakie będą tego efekty.

Prace przy zielonym Spiderze też posuwają się do przodu, ale o tym w późniejszym poście. Powiem tylko, że postęp jest widoczny.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

sekcje

Tytuł wpisu chyba adekwatny do działań. Ponieważ najczęściej ujawnia się „prawo serii”, więc żeby tej zasadzie stało się zadość wzięliśmy „na stół” trzy silniki.

Pierwszy to już rozpoczęty, czyli ten który miał być dobry, a okazał się mierny, kolejny to również DOHC, ale tym razem „malutki”, czyli 1438ccm, przeznaczony do 124 AS Pawła i wreszcie najmniejszy, czyli 850 GBC. Te literki odlane na korpusie silnika mają dość istotne znaczenie. „100 GBC” oznacza silnik o pojemności 903ccm, kręcący się w lewo i mający pompę wody mocowaną za pomocą czterech śrub. I nic ponad to. O przeznaczeniu silnika, jego charakterystyce, można się dowiedzieć dopiero z oznaczenia wybitego przed numerem seryjnym.

Ale po kolei, najpierw silnik 2,0, wszechobecny niebieski silikon, który ma zastępować uszczelki

Wał korbowy w stanie średnim, jeszcze nie podjąłem decyzji jaki czeka go los

Cylindry wymagają honowania, to powinno wystarczyć, ale oczywiście wiąże się z nowymi pierścieniami.

Drugi silnik, czyli ten o pojemności 1438ccm oczywiście wymaga remontu, ale jego stan jest zdecydowanie bardziej przyjazny. Oczywiście stał otwarty, więc gładzie przestały istnieć

Ale po tulejowaniu(brak tłoków nadwymiarowych) będzie całkiem poprawny.

Wał korbowy trzeba szlifować, niestety stosowanie jedynie filtru odśrodkowego nie zabezpiecza w pełni przed śmieciami w oleju

Ale biorąc pod uwagę, że darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, nie ma co narzekać

Ten silnik również był w „hameryce”, o czym świadczy kolor środka uszczelniającego

Ale jak widać nie ma tam pokładów takiej substancji jaką znaleźliśmy w „dwu litrówce”

Ogólnie, po wstępnym umyciu blok wygląda zupełnie przyzwoicie

Teraz kolej na najmniejszą jednostkę. Po otwarciu filtra odśrodkowego(taki sam „patent”, jak w poprzednim silniku) doszliśmy do wniosku, że chyba nikt tam nie zaglądał od bardzo długiego czasu

Podobnie wygląda pokrywa tego filtru. Instrukcja obsługi przewiduje czyszczenie co 30 tysięcy km. Tu przebieg był chyba zdecydowanie dłuższy

Olej też pamiętał jakieś odległe czasy, sadząc po jego kolorze i konsystencji

Ale z drugiej strony patrząc, to na pewno nie był to wyrób polskich rafinerii, bo ogólny stan silnika jest, a raczej był bardzo dobry, jak na wiek, który ta jednostka reprezentuje. Szczerze mówiąc nie spotkałem się jeszcze z tak dobrym stanem starego silnika, pochodzącego z tej rodziny samochodów. Wałek rozrządu wymaga regeneracji, ale ewidentnie zużyta jest tylko jedna krzywka, co jest swego rodzaju fenomenem. Oczywiście nie to, że jest zużyta, lecz to że tylko jedna, w dodatku w stopniu zauważalnym, ale nieznacznym w stosunku do wałków z jakimi miałem dotąd do czynienia. To oczywiście nie zmienia faktu, że coś trzeba z tym fantem począć, ale pokazuje jaka przepaść nas dzieliła(i nadal dzieli) od „zachodu”, chociażby w części dotyczącej chemii samochodowej.

Podobnie jak pozostałe korpusy, ten został również wstępnie wyczyszczony i prezentuje się całkiem nieźle

Teraz kolej na porozwożenie podzespołów po różnych, specjalistycznych firmach

Brakuje zdjęć głowić tych silników, ale uznałem że temat był już tak często przeze mnie poruszany, że bezsensem jest pokazywanie ich przed renowacją. Są takie jak zawsze.

W międzyczasie uporaliśmy się z częścią problemów w Mariuszowym 850 SC. Jednak zawór nagrzewnicy wymagał wymiany, poprzedniego nie dało się zamknąć, więc w aucie zawsze było „cieplutko”. Teraz to zjawisko niezauważalne, ale jak zrobi się cieplej… sadzę, że właściciel nie byłby tym faktem zachwycony

Niestety koszt takiego zaworu nie jest mały, bo znów przecież kupujemy zawór do Maserati, a nie do Fiata 850.

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

święta

Wszystkim czytelnikom życzę spokojnych, zdrowych, wesołych, a przede wszystkim RODZINNYCH ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY.

Nie należę do osób odwiedzających świątynie, co chyba wynika z wielu moich wypowiedzi, ale wychowano mnie w tradycji chrześcijańskiej, więc pewne zwyczaje i obrządki nadal obowiązują, nie zamierzam rezygnować z wieloletniej tradycji 🙂

Zaszufladkowano do kategorii WPISY

miało być pięknie…

No właśnie, miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze, ale o tym później.

Jak wspomniałem Mariusz przyjechał czerwonym 850 SC na przegląd i poprawki blacharsko-lakiernicze. To niestety ciągnie się niechlujstwo człowieka, który wykonywał naprawę blacharską tego nadwozia. Problem był już znany wcześniej, ale chodziło o to, żeby samochód zrobił jak najwięcej kilometrów w ramach docierania. No i ma już za sobą ponad 3 tysiące km. Jak to bywa przy świeżo poskładanych autach, część śrub trzeba było dokręcić, korekty wymagało również ustawienie geometrii przedniego zawieszenia. Rodzina 850-tek ma dość niedoskonały „patent” mocowania resoru, który jednocześnie spełnia rolę dolnych wahaczy. Jest zamocowany jedynie w części środkowej, co jest jak najbardziej korzystne dla funkcji jego podstawowego działania, czyli zapewnienia elastyczności zawieszenia. To samo jest fatalne dla drugiej funkcji, którą spełnia, czyli roli wahacza. Bardzo długie ramię i bardzo wąski rozstaw śrub mocujących powoduje możliwość przestawienia tego elementu. Wprawdzie jest zabezpieczenie zapobiegające przesunięciu resoru względem osi wzdłużnej nadwozia, ale nie można tego powiedzieć o możliwości utraty równoległości przedniej i tylnej osi samochodu. Problem załatwiłyby drążki reakcyjne, ale konstruktor zadbał jedynie o drążek stabilizatora, za co oczywiście mu chwała. Tak to mniej/więcej wygląda

A tu druga strona

Sam stabilizator mógłby pracować również jak drążek reakcyjny, jak to zrobiono w późniejszych Fiatach 127, ale dość długie łączniki tegoż skutecznie uniemożliwiają takie zadanie, nawet w bardzo ograniczonym zakresie

I po drugiej stronie, zdjęcia są wykonane z różnych miejsc, stąd różnica w kątach tych łączników

W rzeczywistości są porównywalne.

To była najpoważniejsza usterka mechaniczna, jaka się ujawniła. Usuniecie jej trwało nieco ponad pół godziny…

Prawdopodobnie będzie wymagała wymiany pompa paliwa, bo miewa dziwne humory. Samochód przyjechał z włączoną pompą elektryczną. Właśnie przewidując takie niespodzianki zdecydowałem się na montaż dodatkowej, elektrycznej pompy paliwa. Jak widać pomysł trafiony i skuteczny, ale to nie znaczy, że pompa mechaniczna może być niesprawna. Nowe pompy już zostały zakupione i powinny się u mnie znaleźć po Świętach. Dostępność takich pomp jest dość problematyczna, jest to analogiczna pompa, jak np. w maluchu, ale… musi spełniać pewien warunek. Oba króćce paliwowe musi mieć w poziomie. Takie ustawienie wymusza rurowy kolektor wydechowy. Króciec pionowy, jak w 126 powoduje, że przewód paliwowy jest „na kursie kolizyjnym”, a chłodzenie wydechu benzyną, choć na pewno skuteczne ze względu na szybkie odparowanie i obniżanie tym samym temperatury, nie jest pomysłem wartym stosowania… Co innego w warunkach bojowych, ale wtedy nazywa się to „koktajl Mołotowa” i podstawowym  jego zadaniem jest doprowadzenie „chłodzonego” pojazdu do szybkiego podniesienia jego temperatury. Na chwilowe schłodzenie nikt wtedy nie zwraca uwagi, osiągając cel nadrzędny.

Teraz druga część tego postu, odnosząca się do tytułu. Dotyczy spalonego Fiata 124 Spider. Samochód jest jeszcze u lakiernika, ale auto wymagało kilku innych zabiegów, nie związanych z pożarem. Nalezało uszczelnić silnik, z którego olej i „woda” wypływały w sposób nie do końca kontrolowany.

Pompa cieczy chłodzącej wymagała wymiany, oczywiście nowa od dawna już czekała na półce. Silnik z zewnątrz wyglądał tak

Po obróceniu go „do góry nogami” z wnętrza zaczęło wypływać coś takiego

Dużo „ciekawiej” wygląda ta ciecz w misce

Po demontażu samej pompy zrobiło się już nieco nerwowo

Po zdjęciu tylnej zaślepki było jeszcze gorzej

Kolej na demontaż głowicy. Silnik miał być jedynie uszczelniony, nie było mowy o żadnej wewnętrznej ingerencji. Szybki telefon do właściciela z pytaniem „co dalej”. Wprawdzie nie ma innej możliwości niż rozbiórka, ale nie do mnie należała decyzja, w końcu taka operacja znacząco podnosi koszty.

Po zdjęciu „pokrywki” mamy cos takiego

Zdjęcia do końca nie oddają całego obrazu, ale brunatne gluty są absolutnie wszędzie

Usunięcie tego bez całkowitego demontażu silnika jest niemożliwe, nie jesteśmy w „hameryce”, tylko tam robi się kapitalne remonty silników bez wyjmowania ich z samochodu…, w dodatku najczęściej na potrzeby programów telewizyjnych, dzięki którym wiele osób uważa, że odbudowa starego samochodu trwa tydzień…

Mieliśmy już podobny silnik, gdzie właściciel uważał, że jest świetny, bo przecież odpala, więc wymaga jedynie regulacji. Tamten silnik po kapitalnym remoncie, którym się to skończyło, stoi u mnie i czeka na pojazd do którego ma być zamontowany. Nikt nie wie kiedy to nastąpi, bo nadwozie jest u tego samego „lakiernika”, który zielonym Spiderem  „zajmował się” przez rok i 9 miesięcy. Ten jest u niego „dopiero” 9 miesięcy. Oczywiście data deklarowanego zakończenia prac już dawno minęła…

Wracając do 124, to jestem bardzo ciekawy co jeszcze wyjdzie w trakcie rozbiórki

 

 

Zaszufladkowano do kategorii WPISY